The Sound Of Poland Zaloguj/Wyloguj  
TSOP PL > Produkty > Recenzje

EiS_nasz-typ_logo.jpgMagazyn "Estrada i Studio" 01/2015

autor: Tomasz Wróblewski (obszerny fragment recenzji dzięki uprzejmości redakcji)

B-11X – wchodzący w skład tworzącej się właśnie serii instrumentów TSOP (The Sound Of Poland) – to unikalne połączenie brzmienia klasycznych organów Unitra B-11 z możliwościami współczesnego samplingu i syntezy, sprowadzone do postaci kompleksowego instrumentu dla NI Kontakt. W latach 80. tylko niewielka grupa osób miała możliwość utrzymania się z grania muzyki rockowej. Zdecydowana większość raczej musiała do niej dokładać, aby w ogóle funkcjonować. Płatne koncerty zdarzały się rzadko, więc trzeba było radzić sobie na różne sposoby. Oprócz pracy w firmie produkującej sprzęt nagłośnieniowy i wzmacniacze do gitar grałem więc na tzw. imprezach okolicznościowych, czyli – mówiąc krótko – na weselach i dancingach, podobnie zresztą jak wielu moich kolegów-rockmenów. W tamtych czasach wybór elektronicznych instrumentów klawiszowych do tego typu zastosowań był mocno ograniczony i w zasadzie sprowadzał się wyłącznie do organów Vermona (zazwyczaj Piano-String lub Formation) albo – znacznie częściej – polskich instrumentów bydgoskiej fabryki Unitra Eltra z serii B, obowiązkowo podłączonych do wzmacniacza Eltron, Contra, Gran lub Vermona. Na swoich najstarszych zdjęciach z tamtych czasów widzę model B-1, ale gdzieś w połowie lat 80. wielu klawiszowców przesiadło się na B-11 z charakterystyczną obudową z tworzywa i wspaniałymi suwakami, których jedynym zadaniem było chyba to, aby się notorycznie psuć i trzeszczeć. Brzmienie tego instrumentu do dziś mam w głowie oraz na różnych przypadkowych nagraniach, i wciąż kojarzy mi się z weselami i dancingami...
Okazuje się jednak, że wykorzystując nowoczesną technologię można przywrócić je do życia w zupełnie nowym kształcie, nie tracąc jednocześnie tego swoistego smaczku retro. Tak właśnie zrobiła polska firma Ultrec, oferując wirtualny instrument B-11X, wchodzący w skład serii TSOP. W tym szaleństwie jest metoda, bo ile w końcu można próbkować stare Korgi, Moogi, Rolandy, Yamahy czy ARP-y. Ich brzmienia znają wszyscy i wszyscy używają, a dźwięk polskich organów budowanych z czego się dało, po odpowiednim przetworzeniu jawi się w tym towarzystwie jako prawdziwy powiew świeżości. Ot, przewrotność historii...

files/TSOP Common/layout/img/B-11X_in_barn.png

Trzydzieści parę lat temu popłakalibyśmy się ze szczęścia, mogąc zamienić ciężkie, niewygodne i wiecznie rozstrajające się B-11 na Yamahę DX-7, a obecnie wirtualna wersja tego PRL-owskiego, analogowego klasyka oferuje porywające swą oryginalnością dźwięki, które sprawdzą się praktycznie w każdym gatunku nowoczesnej muzyki. Jednocześnie czuję się w obowiązku oddać hołd twórcom B-11 i innych polskich urządzeń dla muzków w tamtym czasie. To świetni fachowcy, którzy tworzyli bardzo oryginalny, starannie zaprojektowany i wyjątkowo dobrze skonstruowany sprzęt. Jest oczywiste, że niekiedy bazowali na tzw. zachodnich rozwiązaniach, ale każdy, kto kiedykolwiek widział w środku np. wzmacniacz Eltron 30 czy 60 (ten z drewnianymi wypustami płyty czołowej u góry i dołu) musi przyznać, że w porównaniu do współcześnie wykonywanych urządzeń to istne cacko. Nadmiarowy transformator, krępowane sznurkiem wiązki przewodowe, dodatkowe mocowanie kondensatorów w zasilaczu, sztywne, porządnie skonstruowane chassis, profesjonalne prowadzenie masy i wiele innych elementów świadczyły o tym, że nie była to żadna fuszerka. Niestety, olbrzymim problemem było wówczas  zaopatrzenie w podzespoły elektroniczne i ich słaba jakość. Embargo technologiczne nałożone na Polskę po wprowadzeniu stanu wojennego sprawiło, że zostaliśmy praktycznie odcięci od nowych technologii pojawiających się wówczas na eksplodującym nowościami rynku elektronicznym. Dziś, kiedy patrzymy na to z perspektywy czasu trzeba przyznać, że nadużywane wtedy i wyśmiewane hasło  „Polak potrafi” miało w sobie jednak dużo pozytywnej treści. Pozostaje jedynie żałować, że na skutek nie zawsze sensownych przemian, które dokonały się po 1989 roku, ten niekwestionowany dorobek znakomitych polskich konstruktorów i świetne zaplecze dla produkcji elektroniki zostało bezpowrotnie zaprzepaszczone. Na szczęście są u nas osoby, które choć w części starają się go przywrócić w postaci wirtualnej.

EiS_review-full_screenshot_653x214.png
Dla osób przyzwyczajonych do powszechnie znanych brzmień klasycznych syntezatorów, a które nie znały oryginalnego B-11, pierwszy kontakt z B-11X może być dość szokujący. Dobrze dobrane presety pokazują tę bardziej nowoczesną stronę tego instrumentu, gdzie oryginał jest traktowany tylko jako pretekst do budowy absolutnie oryginalnych i niepowtarzalnych barw. Ja jednak proponuję zacząć od wyłączenia wszystkich efektów oraz dodatków i prób na surowych brzmieniach klasycznych, PRL-owskich organów tranzystorowych, które już z chwilą pojawienia się na rynku były opóźnione funkcjonalnie w stosunku do zachodnich odpowiedników o jakieś 20 lat i to z przyczyn o charakterze polityczno-ideologicznym. To surowe, nieokrzesane i momentami wręcz irytujące brzmienie może dla wielu osób okazać się odkryciem zupełnie innego, nieznanego im do tej pory świata dźwięków. Ponadto twórcy B-11X wykazali się doskonałym wyczuciem sytuacji i ogólnego klimatu związanego z B-11, aplikując w nim efekty, które ich zdaniem tak mogły brzmieć, gdyby te organy były dłużej produkowane i rozwijane. Nie ulegli pokusie „unowocześnienia” tej barwy, której po prostu unowocześnić się nie da, bo straci cały swój urok. Z każdego punktu widzenia, instrument B-11X, który kosztuje tyle, co oryginalne i zapewne mocno sfatygowane oryginały dostępne na portalach aukcyjnych, jest produktem wybitnym, głęboko przemyślanym, doskonale oprogramowanym i oryginalnie brzmiącym. Już kilka zespołów i wykonawców grających muzykę alternatywną pokazało, że można tworzyć ciekawe rzeczy korzystając wyłącznie ze starych polskich instrumentów, które wręcz mamy obowiązek ocalić od zapomnienia. Teraz, pod postacią wirtualnego B-11 „na sterydach” możemy to zrobić także w wersji wirtualnej, wykorzystując B-11X praktycznie w każdego rodzaju stylistyce muzycznej. Na początku można korzystać z dobrze przygotowanych presetów, które pokazują ewentualne sposoby programowania, ale potem warto już przejść na „sterowanie ręczne” i eksplorować zapomniany świat elektronicznych dźwięków, który właśnie został odkryty na nowo i wzbogacony o funkcje ułatwiające jego integrację ze współczesnością. Pierwszy instrument z serii The Sound of Poland zasługuje na znak Nasz Typ. Czekamy teraz na kolejne.